Konferencja 1

KONFERENCJA I. 

 

Odnajdywać Boga w życiu

 

Czasami zastanawiamy się, jak to właściwie jest z tą naszą wiarą. Raz nam się wydaje, że jesteśmy bardzo wierzący, a innym razem, kiedy spotykamy ludzi głęboko wierzących i porównujemy ich życie ze swoim, to stwierdzamy, że nie ma chyba w nas wiary.

Jak to z tą naszą wiarą jest?

 

Wiara jest łaską daną mi od Boga. To jest jedna strona tego medalu. Ale jest jeszcze i druga: to ja sam. Moje podejście do wiary. I tutaj najogólniej rzecz ujmując możemy schematycznie, na nasze potrzeby, wyróżnić przynajmniej trzy podejścia do wiary.

Pierwsze podejście: wierzę, że jest Bóg. Wierzę, że jest Bóg, ale nic z tego dla mnie nie wynika. Równie dobrze mogę wierzyć, że jest UFO albo yeti w Himalajach i też nic z tego dla mnie nie wynika. Czasami dziwimy się, że w różnych sondażach czy ankietach ludzie mówią, że są chrześcijanami, a jednocześnie wierzą w reinkarnację i horoskopy, a nie wierzą w istnienie Szatana lub piekła. Ten rodzaj wiary przypomina menu w restauracji, w którym można przebierać niczym w smacznych potrawach, odrzucając te prawdy wiary, które są niewygodne i przyjmując te, które są wygodne.

Drugie podejście: wierzę, że Bóg ma wobec mnie określone wymagania – są to przykazania, które trzeba spełniać. Ten rodzaj wiary przypomina kontrakt, w którym jedna strona – czyli człowiek – zobowiązuje się przestrzegać przykazań, a druga strona – czyli Bóg – w zamian za przestrzeganie przykazań zobowiązuje się zapewnić człowiekowi zbawienie i życie wieczne.

Przypomina to trochę układ, jaki panuje w wielkim zakładzie pracy. Bóg jest niczym dyrektor kombinatu, który niekoniecznie musi znać po imieniu wszystkich swoich pracowników. Ma od tego swoich brygadzistów, czyli księży. Także pracownik nie będzie z każdym problemem biegał do dyrektora, tylko pójdzie do brygadzisty. Ma świadomość, że jest dla dyrektora, który ma ważniejsze sprawy na głowie, tylko jednym z wielu anonimowych robotników. Człowiek taki idzie w niedzielę na Mszę do kościoła, tak samo jak robotnik w dzień roboczy idzie do fabryki – z niechęcią, ale ze świadomością, że tak trzeba, bo należy wywiązywać się ze swoich obowiązków.

Do Boga zwraca się osobiście dopiero w chwilach rozpaczy, gdy traci nagle grunt pod nogami – wtedy modli się żarliwie. Tak samo pracownik zwraca się z pismem bezpośrednio do dyrektora dopiero, gdy go coś przyciśnie i gdy potrzebna jest mu pożyczka. Wie, że dyrektor poleci sprawdzić wtedy, czy jest sumiennym pracownikiem, czy nie spóźnia się do pracy, czy są na niego jakieś skargi. Tak samo modlący się do Boga uzależnia swoje szansę na pomoc od tego, czym się zasłużył: czy w każdą niedzielę chodził do kościoła, a przynajmniej raz w roku spowiadał się.

Wreszcie trzecie podejście: wierzę Bogu. Wiara Bogu, czyli zawierzenie Bogu, zaufanie Bogu, przylgnięcie do Niego całą swoją osobą. Takie wyznanie wiary jest bowiem niczym innym jak wyznaniem prawdziwej miłości. Tu łączą się najważniejsze cnoty chrześcijańskie: wiara, nadzieja i miłość. Ta wiara to życie z Bogiem w największej łączności.

Z tych trzech rodzajów wiary, tylko ostatni zasługuje na miano wiary chrześcijańskiej. Jest to ten sam biblijny typ wiary, jaki dostrzegamy u bohaterów Starego Testamentu, a zwłaszcza u Abrahama, który nieprzypadkowo w Piśmie Świętym nazwany został „ojcem naszej wiary”.

Bóg zażądał od niego wiary i zaufania. Każe mu wyjść z Uhr Chaldejskiego. Ten wychodzi. Czy w owym czasie było to łatwe ? Z pewnością nie! Pójście w nieznane w owym czasie równało się z pójściem na śmierć. Do tego dochodzi porzucenie stron rodzinnych, które się zna, pozostawienie krewnych… A jednak nie waha się.

Potem następna próba: Bóg żąda ofiary z umiłowanego syna Izaaka. A on przecież był tak wymodlonym, ukochanym i jedynym dziedzicem nie tylko majątku rodowego, ale i obietnicy. Nam się to łatwo mówi, ale „wejdźmy w skórę” Abrahama. Zabić swoje dziecko. Złożyć je w ofierze Bogu. To nie takie proste. A jednak tę próbę także pokonuje zwycięsko.

Widzimy więc, że słusznie historia zbawienia daje mu ten zaszczytny tytuł „ojca naszej wiary”.

Popatrzmy na inny przykład, dziś szczególnie nam bliski. MATKA BOŻA – MARYJA.

 

Anioł zwiastuje jej wielką godność, że ma zostać Matką Syna Bożego. Czy było to dla niej łatwe wyzwanie? Chociaż całe swoje życie poświęciła Bogu, oddała się Mu duszą i ciałem, to jednak na słowa Archanioła pyta: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”. Dopiero uspokojona dalszymi słowami Archanioła Gabriela, wypowiada swoje „FIAT”.

Konsekwencje tej zgody są jednak bardzo wielkie. Pamiętamy – gdy Jej Oblubieniec Józef zobaczył Jej odmienny stan – odszedł od Niej. Równie dobrze mógł oskarżyć Ją o wiarołomstwo. Miał ku temu podstawy. A wiemy przecież i wiedziała to Maryja, co groziło kobiecie wiarołomnej. Podlegała ukamienowaniu. Matka Boża jednak mimo wszystko uwierzyła Bogu, wierzyła Mu w każdej chwili swojego życia. Uwierzyła jego Wszechmocy. Wszystko złożyła na jedną szalę.

Analogicznie popatrzmy na naszą wiarę. Wiele się dzisiaj mówi o desakralizacji, sekularyzacji, laicyzacji życia, o tym, że religia odgrywa coraz mniejszą rolę w życiu społeczeństw. To są niewątpliwie problemy, ale problemy natury ogólnej. Jak ogólnej, to bardzo łatwo rozgrzeszyć się z tych problemów pod byle pretekstem, chociażby takim: „a ja tam chodzę do Kościoła i wystarczy”.

Chciałbym jednak, byśmy przy okazji ten ogólny problem bardziej skonkretyzowali, przyłożyli do naszego życia codziennego: A więc, czy w tym zlaicyzowanym świecie, świecie, który wmawia nam, że Bóg nie jest mu potrzebny, że jest zawadą, czy ja sam:

  • Wierzę, że jest Bóg;
  • Czy może wierzę, że Bóg ma wobec mnie określone wymagania – są to przykazania, które trzeba spełniać.
  • Czy wierzę Bogu?

Który model wiary jest moim, który kształtuje moje życie codzienne?

Jest jeszcze cały szereg bardziej szczegółowych pytań na które musimy sami przed Bogiem dać dziś odpowiedź:

Czy widzę Boga w swoim życiu?

Czy widzę Go w mojej rodzinie, w swoich zajęciach?

Czy widzę Boga w innych ludziach?

Czy może widzę Boga tylko w kościele, a poza kościołem w normalnym życiu Go nie dostrzegam?

Zapewniam Cię, że Bóg wiele razy do Ciebie przychodził i zapraszał Cię, byś się do Niego zbliżył. Bóg nie zapomina o nikim, przychodzi do każdego. Jeśli Go nie słyszałeś do tej pory, to usłysz Go teraz. Przychodzi do Ciebie w słowie Bożym i masz okazję Go wysłuchać.

Nie uciekaj więc w bożki. Nie czyń sobie boga na własny swój użytek.

Abraham podobno za młodu był poganinem. Niektóre ze starożytnych legend mówią, że jego ojciec Terah był rzeźbiarzem, który wykonywał nawet figurki pogańskich bożków.

Jak stwierdzili XX wieczni religioznawcy, w tym najwybitniejszy z nich Mircea Eliade – ludzie, którzy wyznawali bałwochwalstwo i gotowi byli składać ofiary na ołtarzach wielu bożków, w chwili kiedy ich życie znajdowało się w niebezpieczeństwie, kiedy widmo klęski zaglądało im w oczy, nagle porzucali swoje wielobóstwo i modlili się do jednego boga, o którym mieli jakieś wewnętrzne przekonanie, że jest jedyny, największy i prawdziwy.

Kiedy czujesz, że przychodzą na Ciebie trudne chwile próby, kiedy krzyż żywota stanie się zbyt ciężki, do którego swojego bożka uciekniesz? Do pieniądza? Pieniądz nie wybroni Cię przed krzyżem. Do kariery? Kariera też Cię nie uratuje.? Samochód? Dobra opinia? Nic z tego. Te rzeczy krzyża nie czynią lżejszym, wręcz przeciwnie! Mogą jeszcze bardziej Cię pogrążyć.

Takie uświadomienie sobie kruchości własnego życia jest stanięciem w prawdzie. Jest wydobyciem się z iluzji, jakie sobie stwarzamy. Największym naszym złudzeniem jest to, że chcemy czerpać życie z tego, co życia nie daje.

Tylko Bóg jest życiodajny. Poza Bogiem nie ma życia.

A Ty? Czy widzisz Boga w swoim życiu?